Wędkujący spokój

 

Podobno żadna kobieta nie może liczyć na tyle uwagi swojego partnera, co spławik w bezwietrzny dzień. Co to spławik? Wcale mnie to nie interesowało, do czasu, aż w domu niepostrzeżenie  zamieszkała wędka. Pierwsza wędka. 

Dalej temat spławika mnie nie interesował, ale spławik zainteresował się mną. 

Po czym poznać, że coś nie jest Twoją dziedziną, nie jest Twoim talentem i nie jest dla Ciebie?
Jeśli o czymś czytasz a wątki w Twojej głowie wcale się nie łączą. Jeśli nazwy nowych pojęć nie trafiają do pamięci, jeśli nie wiesz co z czego i dlaczego. Ani nie wiesz jak. Pewnych rzeczy w teorii można się nauczyć, ale nie dzieje się z tym nic dalej. 

Dziś o mechanice samochodów ciężarowych wiem więcej niż bym się spodziewała. Jak patrzę jak mój szef składa z niczego zawór paliwowy, przycina w nim sprężynkę, montuje go w innym miejscu niż powinien być, tnie inny przewód i wie, że będzie dobrze a samochód wróci na bazę na finalną wymianę to zaczynam rozumieć czym jest poziom czegoś, co nazywamy Talentem

Są dwie dziedziny, w których to w sobie odnajduje.

1. Krawiectwo. Moje hobby, którego nie planuje obracać w biznes. Nikt mnie tego nie nauczył, ale wiem jak skrócić rękaw płaszcza z usztywnieniem, rozcięciem i ozdobnym paskiem z guzikami, tak by wyglądał jak w oryginale. Żadne podwinięcie pod spód, a konkretna robota nadająca wygląd i komfort noszenia jak prosto ze sklepu. Widzę to i robię. Szyciem nie zarobiła bym na życie, wszystko robię zbyt wolo. Lubię to i się przy tym relaksuje. 

2. Rozwijanie Innych. Coś z czym wiąże swoją przyszłość. Widzę w ludziach dobre strony, których oni sami czasem w sobie nie widzą. Widzę ich możliwości rozwoju, postępy. Nauka to sama przyjemność. Zbieram ogrom informacji, które kiedyś komuś pomogą. Wszystko fajnie się uzupełnia i ze sobą łączy, motywacja rośnie a do tego jest to tak naturalne. Wchodzę z poziomu na poziom wyżej i widzę ogromne możliwości rozwoju. I czuję, że to moje miejsce. 

Bardzo chciałam pomóc Maurycemu (ze względu na jego wiek) w zwiększeniu możliwości miejsc łowienia i udziału w zawodach i wyrobić sobie kartę wędkarską. 
Maurycy zaczął więc mnie uczyć co to spławik, wędzisko, jakie są grubości żyłki i nie wiem już sama co jeszcze. Właśnie!, już nie pamiętam. 
Mój mózg się zablokował i nie chce poukładać wiedzy o robakach, kukurydzy i tym co i gdzie się na to łowi. 

Ostatnio pojechaliśmy szukać żab na łowisko owiane legendami o ogromnych sumach, by Maurycy je mógł poobserwować i opisać w pracy domowej.
Na brzegu spotkaliśmy wielu wędkarzy. 

Wędkarstwo to poważne hobby, pomyślałam. Widząc sprzęty z jakimi przyjechali wędkarze. Jakieś stojaki na wędkę z czymś migającym i pikającym, gdy tylko ryba złapie się na haczyk. Sterowana zdalnie łódka wypuszczająca zanętę. Zrobiło to na mnie wrażenie. 

Z jednym z hobbystów Maurycy zagadał się dłużej. Ja się tylko uśmiechałam na te ich rozmowy. Czułam się dokładnie tak, jak wtedy, gdy w pracy rozmawiają przy mnie w języku rosyjskim a ja kojarzę tylko pojedyncze słowa.  

Patrzę i obserwuje co tu się dzieje. Kilka wędek, kukurydza, jakieś puszki, jakieś żyłki. Na odwróconym wiaderku stoi pudełko, nagle dostrzegam paczuszkę, która cała się rusza. O nie!! To robaki i one się wiją. Dwu centymetrowe żółto-brązowe robaki. Ble...

I nagle! 

Jeden robak ewakuuje się z pudełeczka z prędkością błyskawicy, spada z wiaderka. Tak, on to zrobił!! A za nim drugi. Hyc, hyc, hyc... ucieczka w najlepsze. 

O Maurycy, dziecko moje drogie, nie pomagasz, nie pomagasz!

Od tej chwili wiedziałam, że nie ma takiej możliwości, by te robaki czekały na połów w domu. Chyba bym już nigdy nie zasnęła spokojnie. Wiedząc, że choć jeden mógł uciec i żyć gdzieś szczęśliwie przez jakiś czas. 

Zapowiedziałam, że niestety ale musi jeszcze ten jeden rok poczekać, bo to wszystko co widzę sprawia, że egzaminu na kartę wędkarską nie zdam. 

Moje kochane dziecię wykazało się zrozumieniem. Cóż to jest rok przecież. Dobrodusznie też uznał, że w czasie jego wędkowania mogę się zajmować swoimi rzeczami, czytaniem książek, opalaniem się. (Tak wiem, opalanie się w tegoroczną majówkę to nie śmieszny żart). 

Pomijam już, że Maurycy uznał, że świetnym wprost genialnym pomysłem jest znalezienie mi męża przez program Rolnik szuka żony. A nich tylko trafi się ktoś odpowiedni. Ze stawem, hodowlą karpia, ślimaka albo jakiejś roślinki. 
Wiesz mamo, staw, karpie. Karpie to nie krowy. 
Ach tak, jakie to proste. 

Gdy wędkowanie nie wzbudza w Tobie wewnętrznego spokoju to zapewniam Cię, że to nie jest Twoje hobby. To też jest takie proste. 

, , , ,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Kochani za komentarze :)

Copyright © Doganiam Motyle , Blogger