Co robi matka sama w domu


Co robi matka sama w domu, gdy dziecko jest na wakacjach? Maurycego nie będzie jeszcze kilka dni. W tym czasie wymalowałam obraz akrylami na płótnie, posegregowałam notatki ze studiów, czytam książkę pełną magi Świąt. 
Obiad gotuję raz na tydzień. Okazuję się, że standardowa porcja bez Maurycego starcza mi na 3-4 dni. Cóż, ja już mogę urosnąć tylko w szerz.

W pracy jestem w rozjazdach, więc dla odmiany błogie siedzenie w domu ma swój urok. Z którego korzystam. Tak, potrafię dwa, trzy dni po kolei nigdzie nie wyjść. Nigdzie. 

Wracając do obrazu. Nie mam talentu do rysowania, niestety. Choć w podstawówce bywało, że zdobywałam wyróżnienia w konkursach plastycznych. Było to jednak przypłacone ogromem czasu i cierpliwości włożonego w te prace. 
Teraz po prostu cieszę się, że coś zaczęłam i skończyłam.

Obiady, obiadki. W ciągu roku szkolnego szaleję w kuchni (aż za długo!). Teraz dałam sobie wolne. Jak by to nie zabrzmiało, dla samej siebie nie opłaca mi się gotować. A przynajmniej nie codziennie. 
Maurycy przerasta kolejne osoby z naszego otoczenia a ja nie chciałabym konkurować w tym względzie, lecz w szerz ;) A niestety patrząc na jego porcje - łapie się na tym, że sama jem za dużo. Oj, ciężko się pilnować. Także kilka dni bez porządnego obiadu na pewno mnie nie zagłodzi. 
Na samotne obiady wybrałam łososia z kaszą gryczaną i dużą porcją sałatki (sałata lodowa, rukola, zielone oliwki, czerwona porzeczka, czarnuszka, oliwa z oliwek) oraz stek z antrykotu. Na pozostałe dni smażone jajka z jeszcze większą porcją sałatki. Na przekąski winogron i borówka. 
I było by tak super FIT, gdyby nie cała bombonierka Toffiefiee zjedzona na raz. I czekolada z orzechami... a nawet dwie. 


Ostatnio zakupiłam w Hiszpanii nie filtrowaną oliwę z oliwek. Jest fajna. I dwa duże słoiki oliwek - tych już nie ma ;) A to oznacza tylko jedno. Jednak z domu wyjść muszę.


Pewnie pomyślałaś sobie: chociaż generalnych porządków nie robi :) Te zrobiłam już wcześniej. Przy wyjeździe Maurycego na kolonie. Wymyśliłam sobie, (jak co roku), przestawianie mebli. Problem w tym, że mam największe szafy Pax z IKEA i żeby je samodzielnie przesunąć, muszę prawie wszystko z nich wyjąć. Idealna okazja na posegregowanie wszystkiego, odkurzenie. 

Śpię do 11-12. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że spać układam się po 4 rano. Jak wakacje to wakacje :)
Czyż 3 nad ranem nie jest idealna pora na książkę?
Historia Świątecznej choinki ks. Józefa Naumowicza jest i wciągająca i fascynująca. Maurycy pochłonął ją pierwszy, bardzo szybko. I wytrwale nie zdradzał mi co jest w środku.

Jak już nacieszę się niewychodzeniem nigdzie, przychodzi dzień na spacery. Te z celem i bez celu.

Na przykład po doniczki. Wykorzystałam już cały zapas doniczek - jak do tego doszło, nie wiem. Niestety nie znalazłam w sklepie ogrodniczym identycznych.
Zasadziłam Zamiokulkasa z tego wpisu KLIK. Powiodło się też ukorzenianie pędów Bluszcza. Niedługo i jego zasadzę.
, , , , , , , , ,

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję Kochani za komentarze :)

Copyright © Doganiam Motyle , Blogger