Jak wygląda regionalny rynek w Portugalii - Espinho

Ach ta ciekawość. Mieliśmy ruszać w poniedziałek koło 5 rano, poczekaliśmy 3 godzinki by zobaczyć to, co wszyscy tak przeżywają od kilku dni. Ci którzy nas zaczepiali, z takim rozczulającym uśmiechem mówili - rynek - za dwa dni, tu jutro rynek. Przecież nie przegapię, muszę zobaczyć o co tyle hałasu.

Skąd się tam wzięliśmy?


Październik 2018. W  czwartek mieliśmy rozładunek pod Porto. Końcówka naszego czasu pracy. I zaplanowany na piątek załadunek. Niestety okazało się, że w piątek jest święto i jednak nas nie załadują. 

Zostało nam kilkanaście ostatnich minut czasu pracy (z 21 godzin). Odjeżdżamy w poszukiwaniu jakiegokolwiek parkingu. Z nadzieją na znalezienie czegoś blisko oceanu. W końcu to 3 dni czekania.

Jak na złość nie ma nic! Nerwowo przeszukuję mapę Google. Zero parkingów, dramat. Zaczynamy szukać jakiegokolwiek miejsca, w które możemy się ulokować w ciągu 10 minut. 

Dalej przeszukuję mapę, Karol prowadzi. Znajduję miejsce na jakimś placu koło malutkiej stacji paliw. Na widoku satelity widzę, że jakaś ciężarówka tam stoi. Cóż, to jest nasze miejsce. Do celu 5 minut.

Wjeżdżamy w miasteczko. Czuję jak wzrok Karola mnie dotyka, zerkam... kręci głową. Milion progów zwalniających w otoczeniu palm i jesteśmy u celu. Miniaturowa stacja a za nią plac, na który na szczęście można wjechać.

Na stacji dowiadujemy się, że jest ok, możemy tu stać. Ale oni nie pracują w nocy i w poniedziałek rano w tym miejscy jest rynek. Prysznica brak. Ale do tego zdążyłam w Portugalii przywyknąć. Ten luksus trzeba tu sobie wyczarować.

Zrobiło się ciemno. Spać, nie spać? Okolica wygląda na spokojne miejsce, ale kto wie. W okolicy mamy kilka marketów, stację kolejową. Ocean widać między budynkami, jednak droga do niego nie jest już taka prosta i zajmuje dobre kilkadziesiąt minut. 

W niedziele wieczorem Karol przestawił zestaw na szeroką uliczkę na przeciwko placu. W nocy zaczął się już ruch i rozstawianie stoisk.

Po za typowym i u nas bałaganem wśród busów - mają tu wszystko.  Od zwierzątek hodowlanych, przez garnki, ceramikę, warzywa, owoce po ubrania i tanio wyglądające chińskie buty.

Spodziewałam się troszkę większej estetyki stoisk - na zachodzie wszystko takie lepsze przecież. Wtedy jeszcze dopiero poznawałam lekkie portugalskie nieogarnięcie i bałagan.  

Na ryneczku byłam tylko chwilę. Na tyle krótką, że dopiero w domu oglądając zdjęcia zreflektowałam się, że koszyczki z pierwszego zdjęcia są na prawdę śliczne. I żaden nie jest mój.

, , , , , ,

1 komentarz:

  1. Takie fajne koszyczki. Na prawdę nic nie kupiłaś?? Ja bym żałowała ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Kochani za komentarze :)

Copyright © Doganiam Motyle , Blogger