Sylwester w trasie

 
27.12.2020 Niedziela

Trzeci dzień Świąt spędzam na odpoczynku i pakowaniu. W Łukowie pogoda piękna. Uwielbiam te zimowe promienie słońca.
W torbie znalazła się czarna cekinowa sukienka. Tak, tak, jak szaleć to szaleć. Gdzie bym nie była sukienkę mogę założyć :) 
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w sylwestrową noc powinnam wracać do domu. Jak wyjdzie? Zobaczymy. 
Spakowałam rzeczy na kilka dni dłużej. Na wypadek gdyby sylwester i Nowy Rok był jednak w Hiszpanii. Może Barcelona, czemu nie? 
Pakuję książkę Metoda Tęczówki Jacka Kłosińskiego. Przyda się do wypełnienia wolnego czasu. 


Wyjeżdżamy z bazy. Jak zawsze pierwsze godziny to gadanie, gadanie, gadanie. Zmieniamy się, Karol idzie spać. Po 4 godzinach dojeżdżam w okolice naszego załadunku. Znów zmiana. 
Gdy tylko zobaczyłam bramę firmy, zasnęłam. 
Mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał ode mnie dowodu, prawa jazdy, mierzenia temperatury, udowadniania posiadania butów przemysłowych, kamizelki i innych cudów. 

W czasie moich słodkich snów Karol był na załadunku i ruszył w kierunku Wrocławia. 
Otwieram oczy, mamy Lidl, nawet nie wiem gdzie, nie wiem nic. Lecę na zakupy. Co jest dla mnie sprawą kluczową.

W sklepie podejrzanie pusto, czyżby wszyscy jeszcze spali po świętowaniu?
W koszyku mam już bezglutenowe wafle ryżowe. Lecę dalej. Do koszyka wpada wędlina bezglutenowa i bez skrobi ziemniaczanej. 

I wtedy dopada mnie ona, choć wcale nie wiem jeszcze, że to o mnie chodzi.

Teraz w Lidlu gadają ciągle do tych swoich nowych słuchawek, więc kto by się przejmował i szukał odpowiedzi na pytania: mówi do mnie, czy nie do mnie.

I nagle czuje jak dostaje w twarz....
Proszę pani teraz są godziny dla seniorów i nie może pani tu być!!!

Patrzę na koszyk, na nią, na koszyk..
Nie ma, nie ma takiej opcji, że bez tego wyjdę. Bo umrę z głodu. 
Przegoniona do kas. Z baczną obstawą, bym przypadkiem nie zawinęła po drodze paczki rukoli, myślę co tu zrobić. Przy kasie poprosiłam seniora czy by nie mógł zapłacić za moje zakupy, moimi pieniędzmi. Chciał! Co za szczęście. Jeszcze chwilę z nim porozmawiałam :) I ślicznie podziękowałam. 

W Niemczech zaczął padać śnieg. Na autostradzie postępujący paraliż ruchu. Na szczęście wyjechaliśmy z tego rejonu i uniknęliśmy ewentualnego stania na zamkniętej autostradzie. 


Pauza na parkingu Montseny. Rzadko jest tu wolne miejsce, a dziś możemy wybierać do woli. Stajemy najbliżej pomieszczeń socjalnych. 
Z samego rana, jeszcze było ciemno, wybieram się pod prysznic. Powtarza się ta sama sytuacja, co wtedy, gdy byłam tu ostatnio. Ciepła woda pod prysznicem leci przez 7,5 sekundy. 
Nie będzie relaksów. Szybkie mycie włosów z zaciśniętymi zębami. Jedyna pociecha: w pomieszczeniu jest cieplutko. I mają gniazdko, a w gniazdku jest prąd. Nie, nie, to nie są rzeczy oczywiste. To są rzeczy, które trzeba doceniać. Suszę włosy i pełna dobrej energii wracam do Scanii. 

Ogarnięcie przestrzeni, przestawienie rzeczy po pauzie. Rozsunięcie zasłon, herbatka na drogę. Można ruszać. 

Księżyc o wschodzie słońca w Hiszpanii. 


Pod Barceloną korki. Karol je sprawnie pokonuje. I dojeżdżamy do portu. 
W strefie, mimo, że morze tuż, tuż, nie ma ciekawych widoków. A i do morza nie da się podejść. To mój widok na kolejne dwie-trzy godziny rozładunku. Biorę książkę, wystawiam stopy do słońca i czytam. 


W międzyczasie robię make up. I dalej zanurzam się w lekturze. O tej książce na 100% jeszcze przeczytasz. Bo to bardzo dobra książka. 


Po kilku godzinach jedziemy na załadunek. 


Oczy nacieszam widokami. 


To już dojazd do firmy. Zapach pomarańczy unosi się w powietrzu. 

Wracam. Stało się coś kompletnie niespodziewanego. Naprawdę załadowali. O czasie, bez opóźnień. Nie jutro, nie pojutrze, nie za trzy dni. Dziś. Pierwszy raz w tym roku, na sam koniec roku ktoś załadował towar o czasie. Tym samym Sylwester na pewno nie będzie spędzony w Barcelonie... trochę szkoda. 


Zatrzymujemy się dokładnie na tym samym parkingu co 11 dni temu. Tym razem przy akompaniamencie zachodzącego słońca. Jest cudnie. 


To zdjęcie pojawiło się już w tym wpisie. 


Czy widzisz tą chmurę? Zjawiska atmosferyczne potrafią być niesamowite.

Oto pierwsze zdjęcie w 2021 roku. Niemcy, a dokładnie gdzieś w niemieckim polu. Wystrzały fajerwerków były widoczne z obu stron autostrady, jednak z dość znacznej odległości.  I bardzo nisko. 


Tak pustych polskich autostrad jeszcze nie widziałam. Smętnie wita nas Nowy Rok. A mam szczere nadzieję, że będzie znacznie lepszy niż poprzedni. 

Trasa w Sylwestra to bardzo ciekawe doświadczenie. Niemieckie wioski oświetlone jak nigdy. Tłumy ludzi w centrach handlowych. Wyczuwalny pośpiech kierowców osobówek. Ciężarówek bardzo mało. 

, , , , , ,

2 komentarze:

Dziękuję Kochani za komentarze :)

Copyright © Doganiam Motyle , Blogger