Pierwsza trasa w 2020 roku ---> Portugalia


Pojechałam do Hiszpanii zobaczyć zimę :) Był śnieg, był mróz. A w Portugalii wiosna. Styczniowa Portugalia to taki nasz początek kwietnia. 17'C. 
Pierwsze zdjęcie to nasza pod poznańska szaruga. Jest fajnie, środek zimy a mi wystarczy wiosenna kurteczka.  

Styczeń 2020 zaczynam od trasy do Bragi. Jadę N-610 i A52. Tej drogi nigdy nie widziałam za dnia. A i dawno tu nie byłam. Ostatnio w 2018 roku. Góry, góry i jeszcze raz góry. Kilka kilometrów podjazdu i po kilka kilometrów zjazdu. W płaskim terenie na swoim czasie dojechałabym znacznie dalej. Tym bardziej w nocy. 


Droga jest tylko moja.

Nikt mnie nie wyprzedzał, nikogo nie wyprzedzałam ja. Cisza, spokój. W Portugalii zamieniamy karty,  do akcji wkracza Karol, ja idę spać.


Pogoda jest smętna, czuć zaczątek wiosny. Wiosnę oczywiście chętnie zapraszam do kabiny.


Rozładunek przełożony o kilka godzin. Szkoda, że ruszyliśmy z parkingu pod firmę, nasz czas pracy ucieka.


Na tej firmie już kiedyś byliśmy. Właściciel zaproponował kawę. Po 3 godzinach możemy ruszać. Udajemy się w kierunku Lizbony. Przejeżdżam obok Porto. W styczniu nie ma tego WOW, jakie jest nawet na jesieni. Woda w rzece Duero nie ma tego cudownie niebieskiego koloru, a bardziej wpadający w zieleń. I było jej znacznie mniej. Zdjęcia nie mam. Jedziemy dalej. Jest zielono.


Do firmy dojeżdża już Karol. Jedna z większych w Portugalii, jeśli chodzi o producentów owoców i warzyw. Zaplecze sanitarne dla kierowców. Jako jedyna kobieta wśród kierowców dostałam kluczyk do damskiej toalety z prysznicem. Cały tylko dla mnie - ach, te luksusy, jak się jest dziewczyną w męskim zawodzie ;) Panowie muszą się jakoś pogodzić w kolejce. Tu spędziliśmy dobę. Do oceanu ponad 10km, nie zdecydowaliśmy się na spacer na plażę.


Po pauzie, załadunek skończył się koło 3 nad ranem. I w drogę. Pauza wypadła nam we Francji na leśnym parkingu. Niby oświetlony, z toaletami. Ale jednak otoczony lasem i ostrożności nigdy za wiele. 
Karol zakłada pas na drzwi, w razie czego potencjalny złodziej będzie miał znacznie trudniej. A tych we Francji niestety nie brakuje. 
Źle śpię w takich miejscach i większość pauzy przeznaczyłam na czytanie. Karol rusza pierwszy, więc i tak zdążę się jeszcze wyspać.


Niemcy to oczywiście STAU. Ich narodowa tradycja i obowiązek. Choć by były tylko trzy osobówki na drodze, jeśli zobaczą znak STAU, to zapewniam Cię, oni i tak stworzą sztuczne spowolnienie ruchu.


To nie będzie szybko. Droga przez Niemcy męcząca. Cały czas było ciemno i padał deszcz. Ponura pogoda nie służy oczom. Za to w Hiszpanii bezproblemowo. Do tego zobaczyłam cudowny wschód słońca, nad skąpanym w mrozie krajobrazem.


I mamy okolice Poznania. Kilka godzin na rozładunek i załadunek. Wieczorem ruszamy w kierunku Żabiej Woli.


Mój czas jazdy kończy się dokładnie za bramą Żabiej. Co tam się działo. Ciężarówek więcej niż przed Wielkanocą. Karol zapytał:

Idziesz z papierami?

Pewnie. Kamizelka i przeciskanie się przez cały plac. Organizacja w tym dniu zupełnie bez sensu. Jedni chcą zaparkować, inni odjechać od rampy. Ale nie da się, wszystko zablokowane a wciąż wpuszczają kolejne zestawy. 
Trasa przebiegła zupełnie spokojnie. Jazda, pauza, jazda, pauza i tak w kółko. Dwie kontrole. Z atrakcji tylko cyrk na Żabiej :) Zanim ci co chcieli wyjechać - wyjechali, minęła dobra godzina.


Jeszcze tylko 2 godziny i baza.


, , , , , , , ,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Kochani za komentarze :)

Copyright © Doganiam Motyle , Blogger