poniedziałek, 11 lutego 2019

8 sytuacji z życia blondynki - gdy kolor włosów, to nie przypadek.

https://www.doganiammotyle.pl/2019/02/8-sytuacji-z-zycia-blondynki-gdy-kolor.html

Trójka Klasowa.
Pierwsze zebranie w szkole u Maurycego. Nowe dzieci, nowi rodzice. 
Wybory Trójki klasowej.
Pani z ławki za mną została przewodniczącą, długie blond włosy, koralowa szminka - nie do pomylenia. Mnie wpisali jako drugą. I trzecia pani gdzieś tam spod okna.
Proste. 
A po pół roku okazuje się, że wydzwaniasz do nic nie winnej Zosi spod okna, myśląc, że jest Basią spod okna, mówiąc do niej Basia i konsultując każdą pierdołę.
Dzień Chłopaka, Dzień Nauczyciela, Andrzejki, szkolna dyskoteka, Wigilia....
Kobieta anioł, kochająca dzieci, miss cierpliwości - też blondynka - na pewno zrozumie :)



Zielono mi.
Zima, ciemno, zimno.
Włosy, makijaż, Maurycy do szkoły, ja pędzę do lekarza.
Totalnie ponury dzień.
Dzień, który rozświetlają tylko świetlówki w gabinecie endokrynolog.
Tym razem lekarka przyglądała mi się jakoś tak... bardziej.
Wracam do domu, w lustrze widzę swoje brwi pomalowane na ciemną zieleń!!!
Zgiń żarówko o mocy 60wat.


Zostańmy w temacie medycznym.
Szpital, tłumaczę pielęgniarce, odpowiadam na pytania.
Zabrakło jej odpowiedniego formularza, zaraz wraca, ok czekam.
Wraca, tłumacze dalej, tłumaczę, ona potakuje.
W drzwiach pojawia się TA pierwsza z formularzem.
Zapada cisza, w głowie tylko myśl, czy teraz gratis zaczną też leczyć głowę.


Centralny zamek.
Pik, pik i już. 
Przestał działać. Wymiana baterii i nic. Jakiś czas nawet nie miałam ochoty się z zamykaniem bawić, zostawiałam auto otwarte na mieście. 
Los nie zdecydował, by nas rozdzielić.
Jadę do mechanika.
Zapewniam go, że nie działa i koniec.
Sprawdza, ogląda, sprawdza - kobieto to musi działać.
Oddaje kluczyki. W dłoniach mechanika pik pik i działa.
Wierzcie lub nie, wcześniej działał przycisk w kluczyku, a w dodatkowym breloczku nie, teraz nagle im się odmieniło - czary.



Ten sam mechanik.
Jadę do Warszawy.
Nagle jeden z czterech spryskiwaczy przestaje działać. Ten najbardziej potrzebny, a jakże.
Szpilką przestawiam ten drugi, by zastępował ten pierwszy. Wracam, po kolei każdy kolejny odmawia posłuszeństwa. Sprawdzam, dolewam płyn, nic z tego.
Odwiedzam mechanika (ten sam), roztaczam mu wizje - nie działa, nie działa i koniec.
Oczywiście przy nim działa. Tym razem mam trzech świadków.
Na szczęście się jednak namyśliły (spryskiwacze) na naprawę, ratując resztki mojego honoru.


Parking.
Kto nigdy nie szukał samochodu w podziemnym parkingu niech pierwszy rzuci kluczykami :)
Mi się zdarzyło to raz. Od tamtej pory zawsze zerkam na cyferki, kolory, literki, zwierzaczki, poziomy.
Galeria handlowa w Białej Podlaskiej.
Uszczęśliwiona zielonym futrzanym zakupem idę na parking.
Nie ma samochodu.
Wdech, wydech, musi być, trzeci od lewej od wejścia.
Nie ma.
Wchodzę, ciągnę się po galerii, wychodzę innym wyjściem - nie ma.
Może nie od tej lewej, przechadzam się po parkingu, widzę jak z krańca wyjeżdża samochód i ginie w szarościach.
O ciekawe.... za wąskim przejazdem jest drugi parking.
Samochód stoi tak jak go zostawiłam, trzeci od lewej od wejścia.
Tym razem coś mnie usprawiedliwia, budynek był rozbudowany, często pracownicy nie są w stanie wyjaśnić jak gdzieś trafić. Sami swoi ;)


Telefon.
Dwie blondynki w aucie, szybki wypad do galerii w przerwie konferencji.
Zadowolone bezproblemowo wracamy na parking, pakujemy się do samochodu i... się zaczyna. 
- Twój telefon.
- Twój telefon.
- To twój.
- Nie, to nie mój.
- I nie mój.
- Leżał na siedzeniu.
Konsternacja, cisza, milion myśli na minutę.
Jak nic jedna z nas zabrała się z czyimś telefonem z szatni.
Albo ktoś włożył telefon przypadkowo do jednej z naszych kurtek.
Co teraz, jak znaleźć kogo to.
Panika, serio.
Czujemy się jak najgorsze złodziejki na świecie.
Zaraz zlecą się helikoptery a nas zakują w kajdany. 
Ostatnia zdroworozsądkowa myśl, że może to mój kolega zostawił, jechał ze mną rano.
Wracamy w stresie, odnajdujemy go.
I tak, to jego, służbowy. Popatrzył na nas, popatrzył, podsumował - oj bo wy dziewczyny za dużo myślicie.



Pan nie był blond.
I dla równowagi - jak zrobić niechcący blondynkę z właściciela zakładu wulkanizacji. 
Blue Monday, najbardziej depresyjny dzień w roku zaowocował depresją w tylnym prawym kole - kapeć.
Ja wbrew wszystkiemu miałam dobry humor przez cały dzień.
Nazajutrz z samego rana, tak jak wstałam, wybieram się do wulkanizacji.
- Jaki problem?
- Bla, bla, bla, prawe tylne koło.
- Którym samochodem pani przyjechała?
- Czerwonym.
Zaśmiał się.
Ok, podaje markę i model.
Widzę jak na kartce pod "prawe tylne" zapisuje "CZERWONY", a jednak - bratnia dusza.
Wracam za dwie godziny, lekko odmieniona, lekko ha. 
Włosy, świeżutki makijaż, inna kurtka w zupełnie innym kolorze, różowa szminka, przepraszam, że dziś jestem najpiękniejsza na świecie, blask i czar, gdzie moja korona?
- Dzień dobry ja już jestem po samochód.
W jego oczach widzę myśli szukające, kim jestem, skąd przybywam, dokąd zmierzam.
- Po ten czerwony.
Nadal nic.
- Z tym i tym kołem, taka i taka marka model.
Nadal nic, rozbiegane oczy odzwierciedlały poszukiwanie o co mi chodzi.
- Byłam tu dwie godziny temu tylko miałam związane włosy i nie miałam makijażu...

Oddał mi samochód, jakoś tak bez przekonania ;)




POLECANE:
https://www.doganiammotyle.pl/2018/09/zwiewna-sukienka.htmlhttps://www.doganiammotyle.pl/2019/01/2018-rok-spenionych-marzen-i.htmlhttps://www.doganiammotyle.pl/2018/08/czerwona-sukienka-w-stylizacji-na-slub.html
https://www.doganiammotyle.pl/2018/08/czerwona-spodnica-i-biaa-bluzka.htmlhttp://annaonopiuk.blogspot.com/2013/01/silver-crest-maszyna-z-lidla-czyli-moja.htmlhttps://www.doganiammotyle.pl/2019/01/miasto-wina-sant-sadurni-danoia.html

6 komentarzy:

  1. Historia z parkingiem chyba wielu osobom dobrze znana:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zielone brwi, jak bym czytała o sobie ha ha :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Te historie takie życiowe, na prawdę fajnie to pokazałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju, kiedyś pomalowałam brwi na niebieski! NIEBIESKI!!!!
    Tak, jestem blondyna :) xD

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję:) :) :)

Autorka bloga nie odpowiada za treść komentarzy zamieszczonych przez czytelników